czwartek, 1 grudnia 2016

Pierwszy!

A więc to będzie pierwszy post na tym blogu.

Może kogoś zaciekawić skąd taki tytuł bloga. Istnieje coś takiego jak "Ukryte w listowiu" czy też w oryginale zwane "Hagakure". Ciężko to nazwać książką. Jest to zbiór pewnych przemyśleń czy złotych zasad samuraja. Jeżeli mnie pamięć nie myli to pewien ronin - samuraj, który w wyniku jakiś okoliczności nie posiada już pana - żył w odosobnieniu. Chciał popełnić seppuku - rytualne samobójstwo - ale nie było mu to dane. Spędził więc swój czas na spisywaniu swoich myśli żyjąc jako kapłan.

Nigdy nie przeczytałem Hagakure pomimo iż zawsze chciałem to zrobić. Tak jak zawsze chciałem zrobić wiele różnych rzeczy, w tym prowadzić bloga, za co zabierałem się może raz kiedyś.

Co tu znajdziesz? Pewnie coś co zostałoby spisane przez jakiegoś mnicha, który by mnie spotkał i miałby wystarczająco cierpliwości, żeby posłuchać. Spisałby to na stertach luźnych kartek, które z rąk wyrywałby mu jesienny wiatr.

Kim jestem? Zwykłą osobą. Własnością mojej kotki Fabii, programistą z zawodu. Interesuje mnie od dawna-nie-dawna pisanie. Jedna z tych rzeczy co chciałem zrobić.

Kiedyś na przełomie gimnazjum-liceum (albo to była podstawówka-gimnazjum? Ah ta pamięć) pisałem drobnym maczkiem w zeszycie. Uznajmy to za pierwszy zachowany (tak mam ten zeszyt) rękopis mojego autorstwa. Wspaniała książka science fiction napisana na karteczkach zeszytu, która jest tak kiepska, że wstyd mi jak tylko widzę jej grzbiet. Ale nie powiedziałbym, że to źle, ponieważ zaraz obok stoi segregator, w którym zebrane mam rysunki. Także, zachowane z przeróżnych lat. I też nigdy nie umiałem rysować i nie reprezentują ona niczego specjalnego. Też może się wydawać to czymś złym, ale dalej... to nie wszystko.

Pewnego dnia zdjąłem stary plakat Piratów z Karaibów, który wisiał w pleksi u mnie na ścianie. I głowiąc się co mogę zamiast niego powiesić poszedłem za radą swojej dziewczyny. Włożyłem do pleksi parę rysunków i powiesiłem. Te które były najlepsze. Mogę otworzyć swój segregator i zobaczyć gdzie byłem a na ścianie zobaczyć, gdzie jestem. I tak można dostrzec ile czasu minęło i jak duże kroki ktoś zostały poczynione.

Więc ten przyprawiający o ciarki zeszyt pełni dla mnie taką samą funkcję.

A ten blog to mój kolejny segregator. Kolejny zbiór grzbietów od zeszycików. I może kiedyś w przyszłości spojrzę na niego i zobaczę swoją podróż, gdziekolwiek ona mnie zabierze.